Przełomowy rok 2020

Już 11 lat minęło od powstania sieci Bitcoin i samego bitcoina, który nadal jest królem kryptowalut, chociaż pojawiają się zdania odrębne. W przeciągu tych lat rynek zmieniał się i transformował wielokrotnie.

Na początku kryptowaluty, a właściwie to sam bitcoin był tylko dla geeków. Wiedziało o nim niewielu, nie było giełd, a sam Satoshi działał aktywnie w społeczności.

Później przyszedł czas na odrobinę adopcji i niestety poszła ona w stronę czarnego rynku. Okazał się bowiem, że BTC jest idealnym narzędziem dla sprzedawców wszelkiego rodzaju nielegalnych produktów, od narkotyków zaczynając, a na wykradzionych danych kończąc. Cena ustawicznie się wspinała, by co jakiś czas spaść na łeb, na co tylko czekali czarnowidze, wieszcząc raz za razem kolejne śmierci króla.

Gdy na przełomie lat 2013/2014 BTC spadła z prawie 1400 USD do poziomów 150 USD wiele osób załamało się, nie widząc już nadziei. Czas jednak pokazał jak bardzo się mylili.

Mamy rok 2020 i zasadniczo w podejściu ludzkim niewiele się zmieniło, jednak rynek wygląda już zupełnie inaczej. Dalej są tacy, którzy twierdzą, że bańka, która pękła w grudniu 2017 roku, była tą ostatnią i już nigdy nie zobaczymy kolejnego ATH na bitcoinie, o altach już nie wspominając.

Nawet pomimo wzrost do poziomów 14k USD z 2019 roku, dalej twierdzą, że król już nigdy nie przekroczy 10000 USD i skazany jest na powolną śmierć w agonii. Przecież jest taki stary, zacofany, wolny.

A jednak rynek kryptowalut rozwija się i robi to coraz szybciej. W 2019 roku byliśmy świadkiem rewolucji, a nawet dwóch. Oto gigant z branży mediów społecznościowych, portal który mówi Wam co jeść i jak żyć – Facebook, ogłosił projekt Libra.

Światem tradycyjnych finansów zatrzęsło. Regulatorzy prześcigali się, krzycząc jedni przez drugich „Nie pozwalam!”. To nie był kolejny projekt kryptowalutowy, to gigant mogący się poszczycić ponad 3 miliardami użytkowników na całym świecie i sakwami pełnymi dolarów.

Start był wspaniały, niczym Usain Bolt na 100m, jednak później opadł kurz, władze coraz mocniej naciskały i nawet pomimo zapewnień Facebooka, że ich projekt powstanie i nie mają zamiaru rezygnować z projektu Libra, świat kryptowalut uodpornił się na informacje o tym projekcie. W chwili obecnej można śmiało powiedzieć, że już prawie nikt nie dostaje gęsiej skórki na hasło Libra!

Jednak chwilę po tym usłyszeliśmy o kolejnym pomyśle. Oto banki, najwięksi przeciwnicy kryptowaluty, z przymusu patrzący lekko przychylnym okiem na technologię blockchain zaczęły prosić banki centralne o emisję CBDC (ang. Central Bank Digital Currency).

Zaczęło się to chyba w Szwajcarii, gdzie tamtejsza giełda papierów wartościowych zakomunikowała, iż gospodarka tego kraju bardzo mocno skorzysta na postaniu cyfrowego Franka.

Temat szybko podchwyciły mniejsze kraje, takie jak np. Bahamy, które dalej są zależne od amerykańskiego dolara. Jednak to dwóch światowych gigantów, na dobre zatrzęsło tym rynkiem.

Europejski Bank Centralny uznał, iż cyfrowe Euro to bardzo dobry pomysł i ogłosił rozpoczęcie prac nad tym projektem. Słów i deklaracji było wiele, jednak owoców mało i w chwili obecnej tak na prawdę nie wiadomo, czy coś w ogóle z tego będzie.

Drugim wielkim, który postanowił temat zacząć i najprawdopodobniej ukończyć jest państwo środka czyli Chiny. Tamtejsza KPChRL zdecydowała, że dla chińskiej gospodarki cyfrowa waluta jest czymś bardzo dobry. Powstały nawet specjalne ustawy i wszystko wskazuje na to, że to właśnie Chiny będą pierwszym z wielkich, który stworzy własne CBDC.

Ale jak to się ma do rynku kryptowalut i wzrostu wartości całego rynku, na który tak bardzo wszyscy czekamy. Ano ma się bardzo mocno. Wszakże cyfrowe waluty banków centralny są także kryptowalutami, z tą różnicą, że emitowane są przez banki narodowe, tudzież prywatny FED.

Do lamusa odeszły czasy, kiedy poważni analitycy rynku uważali kryptowaluty za dzieło szatana i narzędzie w rękach terrorystów. Jak grzyby po deszczu powstają kolejne fundusze inwestycyjne, a ich stopy zwrotu biją na głowę wyniki tradycyjnych funduszu. A wszystko to nawet pomimo pęknięcia bańki w 2017 roku.

Bank of America poszedł nawet o krok dalej i uznał bitcoina, za aktywo dekady. Oj dzieje się, dzieje i tylko całkowity ignorant nie widzi zmian na rynku w około.

Ale co z tego może się wydarzyć? Biorąc pod uwagę prognozy analityków, coraz więcej wielkiego biznesu w świecie kryptowalut, kolejne regulacje rynku, szczególnie na dalekim wschodzie, możemy się spodziewać, że rynek ten będzie zyskiwał na wartości.

Bitcoin po milion dolarów może wydawać się nam totalnym absurdem, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę ile będzie kosztować wtedy jego przesył. Ale czy tam samo nie myślano w 2014 roku, gdy bitcoin spadł? Kto by wtedy uwierzył, że wróci on ponad 1000 USD, a co dopiero sięgnie 20000.

Przyszłość rysuje nam się w kolorowych barwach, jednak przed nami kręta i wyboista droga. Jeszcze nie raz możemy upaść na kolana, niczym Chrystus niosący krzyż.

Wierzę jednak i codziennie widzę ku temu przesłanki, że czeka nas świetlana przyszłość i ci, którzy utrzymają nerwy na wodzy, będą jeszcze mieli powody do świętowania.

Tego sobie i wszystkim Wam życzę.